Bezpłatne konsultacje rehabilitacyjne w Modern-Reh
14.04.2026Plantcrossing – adoptuj roślinę, przekaż sadzonki lub wymień
14.04.2026Wiosenne porządki w Mysłowicach
14.04.2026System kaucyjny w Polsce – zyski i wyzwania
02.04.2026Zadbaj o zdrowie i weź udział w bezpłatnych badaniach
02.04.2026Staż pracy na nowych zasadach
Manipulacje radnej Simeli wokół rekompensaty 40 euro
Naliczanie tej rekompensaty nie jest ani pomysłem władz miasta, ani spółki, ani „ukrytą opłatą”. To wprost wynik przepisów prawa unijnego i polskiego, które obowiązują m.in. spółki prawa handlowego z udziałem gminy.
Skąd się bierze rekompensata?
Unijna dyrektywa 2011/7/UE w sprawie zwalczania opóźnień w płatnościach w transakcjach handlowych oraz implementująca ją ustawa z 8 marca 2013 r. jasno stanowią:
– każdemu wierzycielowi przysługuje kwota 40 euro za każdy przypadek opóźnienia w płatności,
– rekompensata jest należna nawet za jeden dzień zwłoki i niezależnie od wysokości faktury,
– spółki komunalne mają obowiązek jej naliczania.
Regionalne Izby Obrachunkowe wielokrotnie podkreślały, że brak dochodzenia tej rekompensaty może być uznane za niegospodarność. Ostatni wyrok TSUE z lipca 2024 roku potwierdził, że odstępowanie od naliczania 40 euro jest sprzeczne z prawem unijnym.
Nie „dodatkowy dochód”, lecz ochrona przed opóźnieniami
Celem tej regulacji nie jest „zasilanie budżetu spółek”, ale zniechęcanie do spóźnionych płatności. To narzędzie ochrony płynności finansowej, szczególnie istotne w sektorze publicznym, który odpowiada za stabilność i wydatkowanie środków mieszkańców.
Przedstawianie obowiązkowych rekompensat jako „biznesu” spółki to próba wprowadzenia opinii publicznej w błąd. Prawdziwym źródłem tego obowiązku jest dyrektywa unijna i ustawa krajowa – a nie decyzje władz lokalnych.
Atakowanie spółki za to, że przestrzega prawa, to działanie niezrozumiałe i szkodliwe. W tym wypadku manipulacja polega na przerzuceniu odpowiedzialności z ustawodawcy i Unii Europejskiej na lokalne podmioty.
Dura lex sed lex – prawo bywa surowe, ale obowiązuje. Dyskusję można prowadzić na poziomie parlamentarnym czy unijnym, a nie w formie insynuacji wobec pracowników i spółek, które realizują jasno określone przepisy.
